szukaj: z Glamki.se.pl
sklep online
Blogi Hyde Park 9 lat temu
zglos

zgłoś

zglos

lubię to

Komentuj

Skradzione wiosenne Serce

Biegłam. Bałam się. Serce mi kołatało. Oddech był szybki. Po twarzy czułam spływajacy pot. Potknęłam się. Musiałam uciekać. Biegłam tak szybko jak umiałam. W około panowała ciemność i cisza. Słyszałam jedynie szybkie bicie mojego serca. Biegłam na oślep, tam dokąd prowadziła pustka. Dyszałam, nie mogłam złapać oddechu. Echem rozbrzmiał złowieszczy szelest. To się zbliża. Serce na moment stanęło, po czym zaczęło bić dwa razy szybciej . Muszę być szybsza. Nie złapie mnie. Panika ogarniała całe moje ciało. Bałam się. Usłyszałam delikatny szloch, to ja płakałam. Kryształki łez zaplątywały się w rozwiane włosy.
Nagle, zatrzymałam się. Ziemia się skończyła. Przede mną była tylko ogromna przepaść. Złowieszczy oddech zbliżał się do mnie coraz szybciej. Nie było innej możliwości. Skoczyłam. Długo spadałam w pustkę. Nie czułam nic. Niespodziewanie strach minał. W około rozniósł się słodki zapach konwalii. Delikatnie złapały mnie szerokie męskie ramiona i mocno przyciągnęły do nagiego ciała. Poczułam się spokojna. W moim umyśle i sercu zapanowała cisza i spokój. Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Uśmiechnęłam się i dałam się porwać ogarniającemu szczęściu.

Powolutku otworzyłam oczy. Na mojej twarzy wciąż błąkał się promienny uśmiech. Leżałam w swoim pokoju, w którym panował mało artystyczny bałagan. Poduszka była zapłakana, lecz czułam się wiosennie szczęśliwa. Spojrzałam za okno, gdzie bębnił deszcz o szyby. Wiatr szumiał w drzewach, co chwilę rozbrzmiewał grzmot.
-Cóż za wspaniała pogoda tej wiosny? Może to jeszcze jest noc i mogę dalej spać.- Pomyślałam z przekąsem. Spojrzałam na zegarek.
-O nie jestem już spóźniona do pracy! - Wrzasnełam do rozluźnionego tykania budzika.
Pognałam prędko, nie myjąc nawet zębów.

Stojąc w autobusie, myślałam o moim śnie.
-Był taki dziwny, tyle emocji zawierał. Nie dawał mi spokoju zapach konwalii. W końcu jest wiosna, a to czas miłości.- Prychnęłam, z sakazmem pod noskiem. -Tylko czemu mi to sie nie przytrafia?-pomyslałam smutno...
Starsza Pani spojrzała prosto na mnie groźnie i wymownie odsunęła się o bezpieczne 10 cm. Uciekając zapewne od moich czarnych myśli.
-Już tyle czasu minęło odkąd ostatnio byłam zakochana. Cały czas powtarzam sobie, że nie było okazji, chociaż gdzieś w środku wiem, że gdybym tylko przestała pływać wśród chmur.... - Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka oznaczającego niedługi odjazd autobusu.
Wyjrzałam za okno. To był mój przystanek. Chwyciłam torebkę i pognałam do drzwi. Zbiegając po schodkach, zahaczyłam butem o krawędź. Poczułam, że trace równowagę i upadam. Zacisnełam powieki, przygotowałam się na ból i mocne uderzenie. Zamiast tego, poczułam, że ktoś mnie łapie, mocno obejmuje i ani myśli puścić. Otworzyłam oczy. Patrzyły się na mnie duże, niebieskie oczy. W jednej chwili mój sen powrócił do mnie. Byłam zbyt oszołomiona, żeby zwrócić uwagę na delikatny zapach konwalii. Bezmyślny uśmiech zastygł mi na ustach. Serce zaczęło walić jakby startowało w wyścigach. W ustach zrobiło się sucho.
-Wszystko w porządku?- Zapytał miękko mój wybawca.
-T..a...k- odpowiedziałam z trudem. Nie wiadomo czemu mój umysł nagle cofną się do podstawówki i uparcie powtarzał klasy.
Chłopak przytulił mnie mocniej. Uśmiechną się i odszedł spokojnym krokiem. Ja stałam i już sama nie wiedziałam jak oprzec się grawitacji.

Gdy tylko kolana przestały udawać galaretkę, poszłam do sklepu. W spierzchniętych ustach czułam, aż za dobrze ocieplenie klimatu. Stojąc przy kasie, nogi ugięły się pode mną. Torebka była rozpięta a portfel znikł. Mój przystojniak nazwyczajniej w świecie mnie okradł. Wiosenne rozmarzenie przerodzilo się w gniew. A gniew ogromnym strumieniem wypłynął z oczu. Padał deszcz. Białe płatki spadały z drzew przyozdabiając mnie w pannę młodą. Ptaki śpiewały, a ja płakałam dopóki nie doszłam do pracy. Wysmarkałam nos. Poprawiłam wlosy i weszłam do biura. Dziewczyny dziwnie patrzyły się na mnie, ale ja się tylko uśmiechnęłam. Moje oczy, których panda by się nie powstydziła, wytłumaczyłam deszczem.

Dzień w pracy minął szybko, a złość mniej bulgotała. Wychodząc z pracy poczułam na twarzy delikatne promienie słońca. W powietrzu można było wyczuć zapach wiosny i czegoś jeszcze. Szłam powolnym krokiem. Na przeciwko mnie, pojawił się znikąd mój tajemniczy "wybawca". Uśmiechał się bezczelnie. Nie wiedziałam, czy powiedzieć mu coś okropnego, uderzyć w twarz, czy zadzwonić na policję. Już chciałam zrobić wszystkie te trzy żeczy jednocześnie. (Tak, tak potrafiłabym) Kiedy on wyciągnął mój portfel przed siebie.
-Przepraszam. To jest Twoje. Chciałem go ukraść ale... Pilnuj swoich rzeczy lepiej.- Odwrócił się i chciał odejść. Złapałam go mocno za rękaw.
-Dlaczego kradniesz? Na co potrzebujesz pieniędzy? DAM CI tyle ile mogę.- Szybko powiedziałam to, zanim zdążyłam pomyśleć. Chłopak przyjrzał mi się z zaciekawieniem.
-Opowiem Ci wszystko, ale przy kawie.- Spojrzał na mnie z błyskiem w oku. To było wyzwanie. - Przy okazji, jestem Paweł. Idziesz? - Zapytał.

Przytaknęłam i poszliśmy. Droga była długa. Szliśmy ponad dwie godziny do najbardziej ekskluzywnej kawiarni w mieście. Cały czas rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Dawno zapomnieliśmy o kradzieży i skupiliśmy się na cieszeniu chwilą. Pierwszy raz, od bardzo dawna czułam się prawdziwą sobą. Niczym się nie denerwowałam, o nic nie martwiłam. Czułam, że powoli w moim brzuchu zaczyna kiełkować stadko motyli.

Wchodząc do kawiarni, młody eleganki kelner podbiegł do nas.
-Szefie miałeś rację. Ten nowy wystrój zrobił furorę. Wszystkie stoliki są zajęte.- Mój "wybawca" uśmiechnął się.
-Chyba dla nas znajdziesz przytulny stolik.- Zapytał Paweł.
Kelner gestem wskazał schody. Weszliśmy na dach, gdzie czekał pięknie zastawiony stół z pięknym bukietem konwalii na środku. Z tego miejsca był widok na całe majowo kwitnące miasto. W tym momencie cała wiosna była skąpana w ciepłym blasku zachodzącego słońca. Byłam oczarowana i onieśmielona tym wszystkim. Siadłam do stołu i zapytałam go.
-Pieniędzy Ci nie brakuje, więc czemu ukradłeś mi portfel?- Popatrzyłam mu prosto w oczy. Uśmiechnął się zawstydzony.
-Chciałem Cię lepiej poznać. Kiedy znienacka wpadłaś w moje ramiona, czułem, że tam już powinnaś zostać. Dzięki Tobie w końcu obudziłem się do życia. To wszystko przestało być tylko iluzją.

To było wiosną rok temu. Paweł okazał się chłopakiem troskliwym, uczciwym i wiernym. Wczorajszego wieczora oświadczył mi się. Zgodziłam się.

Nie, to nie był sen, chociaż ciężko w to uwierzyć.

Tagi: marzenie, miłość, sen, zakochanie, związek

dodaj komentarz

Podzielenie się tym postem

zaproś znajomych