szukaj: z Glamki.se.pl
sklep online
Blogi Hyde Park 6 lat, 10 miesięcy temu
zglos

zgłoś

zglos

lubię to

Komentuj

Rozmawianie jest przereklamowane

Kiedyś uważałam, że każdy problem w związku trzeba przegadać. Potem dorosłam i zmieniłam zdanie. Rozmowa jest przereklamowana. Posłuchajcie mądrzejszego ode mnie ;-)

Rzadko wklejam coś na żywca. Ale Paweł Droździak jest jednym z nielicznych psychologów, których uważam za konkretnych i rozsądnych. To on popełnił jedyną sensowną książkę o samoobronie kobiet jaką czytałam. No więc Pan Paweł popełnił tekst, który jest wyrazem moich osobistych przemyśleń co do joty. Pomyślcie o tym.

Tekst pochodzi z bloga: http://paweldrozdziak.natemat.pl/70579,sprobuj-z-nim-o-tym-porozmawiac
Kiedy ktoś skarży się na swój związek często spotykaną sugestią jest "spróbuj z nim/z nią o tym porozmawiać". Możliwe, że formułowano tę radę od wieków, mam jednak przeczucie, że wygłaszana w dzisiejszych czasach ma jakiś związek z powszechnością psychoterapii i społeczną popularnością jej niektórych założeń.

W psychoterapii rozmawia się dosłownie o wszystkim, wierzy się, że to pomaga, więc jeśli w życiu są jakieś nieporozumienia przychodzi nam do głowy zastosowanie tej samej metody.

Rozmawiajcie aż się nie dogadacie, powiedz szczerze co czujesz i czego chcesz i wspólnie tak długo analizujcie własne i partnera uczucia i myśli aż się atmosfera nie oczyści - mówią domowi doradcy a zdarza się, że i niektórzy psycholodzy.

Czy to ma sens? Nie do końca. Czasem rzeczywiście odsłonięcie pewnych trudnych tematów pomaga i ta zasada - centralna dla psychoterapii - może w pewnym stopniu i w życiu zadziałać ale „porozmawianie” absolutnie nie jest żadnym panaceum. Czasem to lekarstwo jest dużo gorsze od choroby.

Jest różnica między terapią i życiem. W terapii mamy rozmawianie szczere do bólu o wszystkim i rozmawianie tak długo i dogłębnie, że aż już kompletnie nie wiadomo co by jeszcze o tym można więcej powiedzieć. Przechodzenie przez wszystkie trudne emocje związane z tematem, omawianie ich, odsłanianie, powtórne przeżywanie.. Jest to forma leczenia, sposób pracy, lekarstwo, metoda i technika.

Ale nie jest to proponowany styl życia. Nie bez powodu w psychoterapii ma to bardzo ściśle określone ramy miejsca i czasu i robi to jedna osoba (klient) a druga (terapeuta) jej w tym pomaga, a nie robią tego jednocześnie obie wzajemnie to eskalując.
Jeśli ktoś zaczyna w życiu zachowywać się w taki sposób w jaki zachowujemy się w psychoterapii to prowadzi to do absurdu. Życie to nie terapia.

Intymny związek różni się też znacząco od relacji biznesowej. W biznesie można pewne rzeczy negocjować. W relacji intymnej do pewnego stopnia też, jednak w najgłębszym znaczeniu mamy tu do czynienia z takimi zachowaniami, które są spontaniczną ekspresją człowieka a nie sposobem realizacji ustalonego kontraktu.

Coś odruchowego co stanowi jego najgłębszą istotę. Sposób w jaki uprawia się seks, w jaki się jeździ samochodem, w jaki się śmiejemy, sposób w jaki uczestniczymy w rodzinnych imprezach, jakie lubimy filmy, czy lubimy tańczyć, ile słów wypowiadamy dziennie, nasz sposób wyrażania uczuć (kwiaty, niespodzianki, słowa, prezenty, przysługi, seks), nasze podejście do bałaganu w domu, czyli ten szczególny moment kiedy wewnętrznie zaczynamy czuć, że „tu jest bałagan” bo przecież ludzie różnią się w tym punkcie bardzo znacznie.. To wszystko jest mocno przyrośnięte do naszego kręgosłupa. Tego się nie wynegocjuje. Oczywiście można próbować wynegocjować jakieś proste czynności – sprzątaj trzy razy w tygodniu, kupuj nie tylko kwiaty na rocznicę, rób to ze mną tak a tak nie, więcej rozmawiaj ze Zdzichem itd. ale to co uzyskujemy tą drogą nie jest naturalne.

Można sobie załatwić negocjacjami, że ktoś będzie kupował nam kwiaty, ale nie można wynegocjować by tego sam z siebie chciał. Jak się z tym pogodzić, że on nie chce? Czy jeśli nie chce, to znaczy, że nic nie znaczę dla niego? Umysł tworzy mnóstwo problemów i czasami sam ich szuka.

Ale to tylko jeden kłopot. Drugi polega na tym, że czasem im więcej w parze o czymś się mówi tym bardziej staje się to nierozwiązywalne. Wiele par znajduje się w swoistej pułapce niekończącego się rozmawiania o tym jak ze sobą być zamiast bycia ze sobą. Czasem takie właśnie ciągłe „szczere rozmawianie”, ciągłe analizy, znajdowanie w partnerze niedociągnięć które natychmiast wymagają dogłębnego i wielogodzinnego przedyskutowania służy zamaskowaniu podstawowego problemu – że gdyby nie to gadanie to nie byłoby zgoła nic. Zwykle ma to tę postać, że zamiast mówić komuś „kocham cię, jesteś świetny” mówimy „dlaczego tak rzadko mówimy sobie o miłości?Powiedz, czemu mnie nie chwalisz albo chwalisz ale zawsze z jakimś zastrzeżeniem? Czemu nie jesteś wystarczająco zaangażowany?”.

Różnica między „kocham cię” a „dlaczego nie mówisz mi, że mnie kochasz” jest mniej więcej taka, że na tę drugą wersję nie da się już odpowiedzieć za pomocą wersji pierwszej. Można jedynie podać jakieś uzasadnienie, które oczywiście zostanie przeanalizowane, obalone, obrócone przeciwko i tak bez końca dniem i nocą.

W niektórych domach poziom agresji i adrenaliny jest większy niż w innych. Ludzie częściej krzyczą do siebie niż mówią, nie szczędzą sobie inwektyw i idą za impulsem nie zważając na skutki. Czasem wygląda to tak, jakby zdawało im się, że pójście za impulsem nie wywołuje zgoła żadnych skutków a nawet, że bycie w stanie złości usprawiedliwia. Zrobiłem to w złości, więc musisz zrozumieć.

Osoba wychowywana w takim środowisku może któregoś dnia trafić do terapii w której podstawą jest silna konfrontacja z trudnymi rzeczami, ostre „przyznawanie się”, zdecydowane walenie prosto w oczy i ogólnie „nie ściemnianie” tudzież „nie patyczkowanie się”. Jak nietrudno zauważyć na podstawowym poziomie jest to powtórzenie tego samego doświadczenia które było w rodzinie. Tam sobie dowalali i tu sobie też dowalają, tyle, że pod pozorem leczenia. Na poziomie treści omawiają ważne sprawy ale na poziomie rzeczywistym po prostu w siebie tłuką i popisują się przed sobą jak wiele potrafią w tym znieść. Im bardziej bezpośrednio i boleśnie tym bardziej lecząco?

Czasem w ten sposób ludzie jedynie stosują wobec siebie usankcjonowaną terapeutycznie przemoc. Dużo lepiej zrobiłoby temu człowiekowi, gdyby zamiast znów się do bólu konfrontować nauczył się właśnie n i e konfrontować. Unikać walki i doświadczać błogosławieństw świętego spokoju jaki daje choćby cisza nawet za cenę tak tu pogardzanego oportunizmu. Bo szczerość do bólu on zna, a ciszy nie zna. Czasem cisza leczy.

Jeśli ktoś zbyt długo przebywał w takim leczeniu oprócz niewątpliwych korzyści (bo nie twierdzę tutaj, że ich nie ma) może nabrać fatalnego przyzwyczajenia dowalania bezpośrednio i do spodu każdemu kto o to nie prosił. Idzie taki człowiek na rodzinne zebranie i wali prosto z mostu wszystkim wszystko, przekonany, że tak właśnie trzeba. Czy małżeństwo teściów jest udane? Czy nie żałują po latach? Pogadajmy o tym przy ich gościach właśnie teraz. Czego się obawiacie?

Z życiowym partnerem analizuje wszystko do spodu non stop. Dlaczego jesteś dla mnie taki, czemu udzielasz rad, czemu unikasz trudnych tematów.. Wierzy, że wszystko musi być do końca wyjaśnione słowami.

Jest w tym pewne najczęściej niewyrażone wprost przekonanie, że partnera da się zmienić tak jak się doprowadza do jakiejś zmiany człowieka w terapii. Tymczasem tak nie jest. Partnera stety lub niestety mamy jakiego mamy i inny nie będzie. Można zrezygnować z bycia z nim, można w jakimś ograniczonym zakresie przenegocjować z nim parę prostych rzeczy, nawet szczerze pogadać od czasu do czasu ale jakiejś fundamentalnej zmiany raczej nie ma co się spodziewać. Jesteś z kim jesteś. Inny nie będzie. Nie wierzysz? – idź na zebranie klasowe po trzydziestu latach. Twarzy nie poznasz, ale ruchy, zachowania, reakcje, sposób istnienia w grupie nie zmieniają się tak łatwo. To wciąż ci sami ludzie. Jak to możliwe, że się wcale nie zmienili? Czyżby nie zaliczyli jeszcze wystarczającej porcji odmieniających do głębi nocnych rozmów z małżonkiem do czwartej nad ranem?

Jedną z najważniejszych umiejętności w związku wcale nie jest umiejętność szczerego mówienia. Jest nią umiejętność przechodzenia nad pewnymi rzeczami do porządku. Zamknięcia się. Dania spokoju, odpuszczenia, a nawet (o zgrozo!) zmiany tematu zamiast ciągnięcia w nieskończoność do niczego nie prowadzącej dyskusji. Jeśli wasze „porozmawiania” nie dają skutku, spróbuj metody odwrotnej. Ktoś się piekli i gada bez sensu, a ty zawsze w to wchodzisz i kończy się masakrą?

Spróbuj czegoś czego być może jeszcze nie było. Właśnie n i e wchodzić. Postaw kawę na stół albo lody, albo po prostu przemilcz i za jakiś czas zacznij inny temat. Nie do uwierzenia, jak piorunujące efekty w niektórych przypadkach to daje. Tarzan nie znał wielu słów i nie rozumiał większości tego co Jane mogłaby do niego powiedzieć, a mimo to byli świetną parą. Jak im się to udawało?

Tagi: problemy w związku, rozmowa w związku

dodaj komentarz

Podzielenie się tym postem

Inne glamki
  • Nowe otwarcie
  • Sport jak każdy inny
  • Środek cholernej zimy
  • Bo liczy się miłość
  • Paulo Coelho związków, jak go nie zabić?
  • Mistrz masturbacji
  • Pierwsza pomoc jest sexy
  • Pierwsza pomoc na golasa
  • Słowiańska krew
  • Fantazje o sekretarce
zaproś znajomych