szukaj: z Glamki.se.pl
sklep online
Blogi kulinarne 6 lat, 9 miesięcy temu
zglos

zgłoś

zglos

lubię to

Komentuj

Kilka słów o jedzeniu

"Służy nam właściwie każdy model żywienia - za wyjątkiem owej stosunkowo młodej z ewolucyjnego punktu widzenia diety zachodniej, którą stosuje dziś większość z nas. To ci dopiero wielkie osiągnięcie cywilizacji: ludzkości udało się wynaleźć dietę, która niezawodnie szkodzi wszystkim" - Michael Pollan.

Jest taki stary dowcip. W latach 90 papierosy marki Popularne stały się nagle bardzo modne. Do ich producenta zjechali się przedstawiciele zagranicznych firm tytoniowych i zaczęli wypytywać, jak polska marka osiągnęła taki sukces. Szef firmy postanowił w końcu zdradzić recepturę, która zapewniła mu zyski: "Tak więc daliśmy wagon siana, wagon popiołu i wagon tytoniu". Na co szefowie firm zagranicznych krzyknęli chórem: "A! To wy tytoniu dodaliście!!!". W podobny sposób czuję się spacerując pomiędzy półkami w supermarketach. Coraz częściej zwracam uwagę nie tylko na swój koszyk, ale i koszyki innych, na produkty zapełniające rzędami sklepowe półki. Coraz dokładniej czytam etykiety. I z każdym dniem popadam w poczucie żywieniowej bezsilności. "Czy to nie zdumiewające, że dla większości z nas sformułowania takie jak 'antyoksydant', 'tłuszcz nasycony', 'kwasy tłuszczowe omega-3', 'węglowodany', 'polifenole', 'kwas foliowy', 'gluten' czy 'probiotyczny' brzmią co najmniej znajomo? Doszło do tego, że patrząc na produkty spożywcze, widzimy nie pożywienie, ale dobroczynne lub szkodliwe składniki odżywcze, jakie te produkty zawierają, oraz, rzecz jasna, kalorie" (Michael Pollan).
Wczoraj znajoma dziennikarka doniosła mi, że Amerykanie przyznali się podobno oficjalnie, że syrop glukozowo-fruktozowy jest winny plagi otyłości na świecie. Wiedziano o tym od 10 lat, jednak dopiero teraz informacja trafiła oficjalnie do mediów. W czym jest syrop glukozowo-fruktozowy? Hmm... praktycznie we wszystkim. Oczywiście, dla wielu osób to żadna nowość, ale pomyślmy o przeciętnym zjadaczu chleba, który nie czytuje o warzywach sezonowych, zdrowych słodyczach i Pięciu Przemianach, a jego pojęcie o kulinariach kończy się mniej więcej na kolejnym odcinku Master Chef. A teraz, przejdźmy się po dziale eko w Almie. Delikatesy godne zaufania, jednak produkty na półkach... niekoniecznie. Pominę fakt, że większość pochodzi od zagranicznych producentów, co już samo w sobie przeczy idei eko. Spaceruję sobie po tej skromnej, jak na wielki sklep, eko alejce i co widzę? Potrawy wegetariańskie "w proszku" a raczej sprasowanej formie upchniętej w tekturowe pudełko. Wystarczy zalać... i może podgrzać w mikrofali? Ratunku. Owszem, są jakieś makarony pełnoziarniste, jeden brązowy ryż, z kasz co najwyżej jaglana, quinoa w sporych ilościach, chyba nikt nie kupuje, bo nie wiadomo co to za pies. Dalej gotowce diety Dukana czy Montigniaca. Jakieś wafelki słodzone nie wiadomo czym, orkiszowe przekąski, które mają po 15% ryżu, seria sojowych produktów udających wszystkie możliwe potrawy od kotleta po pasztet. Do tego ceny mało przystępne. Wychodzę z pustym koszykiem i głodową dziurą w brzuchu, idę po zwykłą marchewkę i brokuła... Oczywiście ten brokuł i marchewka są wypolerowane na błysk. Pewnie trzymane w jakiś azotach dla świeżości, wyrośnięte na chemicznych nawozach. Cud, miód, plastik. Owszem, mogę zapakować się w samochód i pojechać do chłopa pod miasto. Postawić mu flaszkę i umówić się, że odłoży mi trochę zieleniny w sezonie. Tylko ile tak można żyć? Człowiek idzie na łatwiznę i jeśli nie jest się obdarzonym silną wolą wegetarianinem, prędzej czy później wyląduje się w McDonaldzie, mając po dziurki w nosie stania godzinami przy garach i gotowania zupek na prawdziwym rosole i pilnowania, żeby kasza się nie przypaliła. Niestety, zdrowe jedzenie wymaga pracy i zachodu, a przede wszystkim pieniędzy. Przynajmniej jeśli jest się mieszkańcem betonowych osiedli. Co tam wołacie? Żeby na bazarek pójść? O, moi drodzy! Już ja raz kupiłam sałatę na naszym bazarku. Trzy tygodnie przeleżała w lodówce i ledwo jej listki ściemniały. Pomidor leży już z miesiąc i póki co nie nabiera kolorów tęczy. Nie stać mnie na luksus domowego ogródka ani stałego zaopatrywania się w eko sklepikach. Czasem chcę sięgnąć po łatwe rozwiązanie i zjeść coś na szybko. Chcę ryżu, który nie gotuje się 30 minut i zupy, w której nie muszą pływać składniki z drugiego końca świata. Marzy mi się schabowy i mizeria. Z polskiej wołowiny i polskich ogórków. Z ubitą w domu śmietaną. Ślinka cieknie. Czuję smak w wyobraźni, ale na talerzu... coraz mniej. Tak wiele produktów traci smak i zapach. Bułką z piekarni można następnego dnia zabić. Pomidor już nie pachnie pomidorem. Ziemniaki nie noszą śladu ziemi, z której podobno były wykopane. I trzeba się z tym pogodzić. Drobne, dokonywane codziennie wybory zmieniają trochę nasz komfort życia, jednak póki co, zanim nie dotrze do nas z zachodu moda na jedzenie bez sztucznizny, póki normalne jedzenie nie stanieje, stając się na powrót normalne a nie eko-cudaczne, kupujemy to co jest. Wodę w butelkach, których plastik szkodzi. Jedzenie w opakowaniach, które tonami gniją na wysypiskach. Ciuchy tkane rączkami indyjskich czy chińskich dzieci. Jesteśmy tym otoczeni. Osaczeni. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie uciekniemy od wszechobecnej trucizny w wodzie, powietrzu i ziemi. Pytanie tylko, którą z fantazyjnych, wywoływanych przez nie chorób złapiemy najpierw. To jak chemiczna rosyjska ruletka. Koło fortuny. Każdy coś wylosuje z bogatej listy cywilizacyjnych dolegliwości. W najlepszym wypadku na to coś będą refundowane leki. Inaczej staniemy się klientami aptek i koncernów medycznych, które mają dla nas supermarket nieco innej chemii...

Tagi: dieta zachodnia, jedzenie, odżywianie, zdrowa dieta, zdrowe jedzenie, zdrowe odżywianie

dodaj komentarz

Podzielenie się tym postem

Inne glamki
  • Nieobecność nieusprawiedliwiona
  • REUSE czyli użyj ponownie... kilka prostych ale błyskotliwych pomysłów
  • Sharing economy czyli pożycz zamiast kupować
  • Ekopsychologia. Czym zajmuje się ekopsychologia?
  • Trujemy węglem od początku do końca
  • Do diabła ze zrównoważonym rozwojem! - Colin Beavan w Warszawie
  • Recycling Band czyli "odpadowa muzyka"
  • 13 nowych stacji Veturilo w Warszawie
  • Look book Dennisa Basso może być Twój!
  • Ulice wytwarzające prąd elektryczny
zaproś znajomych
Polubili