szukaj: z Glamki.se.pl
sklep online

Justyna Kowalczyk o poronieniu na obozie treningowym. Mistrzyni olimpijska walczy z depresją!

Justyna Kowalczyk wyznała prawdę o stracie swojego dziecka i nieustającej depresji, z którą zmaga się już od kilku lat. Szokujące wyznania mistrzyni olimpijskiej! Przeczytajcie koniecznie!

Tagi: justyna kowalczyk, Justyna Kowalczyk depresja, JUSTYNA KOWALCZYK dziecko

Justyna Kowalczyk opowiada o stracie dziecka na obozie treningowym. Mistrzyni olimpijska walczy z depresją!

fot: mat. prasowe

Justyna Kowalczyk zdecydowała się na bardzo osobisty wywiad, jakiego udzieliła Gazecie Wyborczej. Mistrzyni olimpijska zdementowała wszystkie plotki, które od jakiegoś czasu krążyły wokół jej osoby. Sportsmenka szczerze wyznała, że zmaga się z depresją i już od jakiegoś czasu stara się uporządkować swoje życie.

Walka z depresją nie jest łatwa, często nawet leki nie pomagają: Trzeba było spróbować, bo stany depresyjne ciągle się pogłębiały, nie potrafiłam sobie poradzić ani z tym, ani z bardzo niestabilną sytuacją, w której się znalazłam. Ale próba się nie powiodła, bardzo słabo reagowałam na lekarstwa. Druga próba była we wrześniu ubiegłego roku. Również z bardzo słabym efektem. I trzecia próba teraz, wiosną, kiedy było już naprawdę źle. Wszystkie próby kończyły się góra po miesiącu. Reagowałam utratami świadomości, jeszcze większymi nudnościami, trzęsawkami, lękami. Trzecia próba z lekarstwami zakończyła się kompletną porażką i jeszcze różnymi dziwnymi historiami po zażyciu. Więc wszystko wylądowało w koszu na śmieci. A ja pracuję z panią psychoterapeutką. Od kilku tygodni.

Najbardziej szokującym wyznaniem, które padło podczas wywiadu, było przyznanie przez sportsmankę, że krążące od pewnego czasu plotki o poronieniu są prawdziwe. Kilka tygodni temu Justyna Kowalczyk na swoim profilu na Facebooku zamieściła informację o utracie Dzieciątka, co część fanów zinterpretowała jako żal z powodu utraty... psa. Większość fanów nie mogła uwierzyć, że mistrzynię olimpijską spotkała tak wielka tragedia, a ona sama nie dała tego po sobie poznać. Justyna Kowalczyk przyznała, że obawiała się reakcji swojego środowiska na wyznanie, że jest w ciąży, jednak zanim zdążyła podzielić się nowiną, poroniła.

Tak, byłam w ciąży, poroniłam rok temu w maju, na obozie treningowym. Na samym początku obozu. Właśnie wtedy, gdy się szykowałam do wyprostowania swoich ścieżek. Wiadomo, że gdybym donosiła tę ciążę, dość zaawansowaną, nie wystartowałabym w Soczi. Miałam już w planie inne życie, przynajmniej na najbliższy rok. Właśnie na ten obóz zaplanowałam rozmowy z trenerem, z moją drużyną, z Polskim Związkiem Narciarskim. W moje przygotowania związek zainwestował pieniądze, moja drużyna - czas. Chciałam im to wszystko wyjaśnić i zacząć rozwikływać sytuację. Niestety, los zdecydował inaczej.

Tak trudne doświadczenie musiało mieć swoje poważne konsekwencje, które Justyna Kowalczyk odczuwa do dziś.

To były przerażające i traumatyczne dni. Tak to się wszystko poplątało, że zostałam z tym sama. Nie mówiłam nic ani trenerowi, ani rodzicom, żeby ich nie martwić. Wiele osób, również będących blisko mnie, dowiedziało się o wszystkim niedługo przed wpisem na Facebooku. Wszystko od A do Z wiedziały tylko trzy osoby. A i tak ze sporym opóźnieniem. Dwie z nich nie mogły uwierzyć, że to wszystko prawda. Bo gdy patrzyły na mnie np. w telewizji, widziały inną Justynę. Robiłam swoje. Byłam wrakiem, to wtedy chciałam rzucić narty, ale uznałam, że muszę to wszystko wypłakać i dopiero potem podjąć decyzję.



Autor: MT

Zdjęcia: mat. prasowe

Publikacja: 04.06.2014, Aktualizacja:

Zobacz również